ŚW. MARIA MAGDALENA
ŚW. MARIA MAGDALENA
 

PRZEWODNIK PO KATEDRZE

na dawnej fotografii



Katedra św. Marii Magdaleny jest jedną z najstarszych świątyń w mieście. Zbudowana w latach 1226-1232,była pierwszym kościołem parafialnym, w którym ówcześnie skupiała się większość kolonistów niemieckich.

 

W dzisiejszym kształcie gotyckiej, murowanej z cegły, ośmioprzęsłowej i trójnawowej bazyliki powstała w latach 1355-1360 i była główną świątynią miasta. Przed 1488 rokiem ukończono budowę dwóch wież zachodnich, pierwotnie połączonych arkadą – „mostek pokutnic” nazywany też „ mostkiem czarownic”. Mówiono wtedy, że jest to najwyższy most na Śląsku, jest on, bowiem na wysokości 52 metrów. Zbudowany przed 1459 rokiem służył przez stulecia jako estrada dla koncertującej orkiestry, stąd rozlegały się fajerwerkowe wystrzały podczas ważnych uroczystości miejskich. W nocy z 22 na 23 marca 1887 roku od fajerwerków puszczonych z okazji hucznie obchodzonej w mieście 90-tej rocznicy urodzin cesarza Wilhelma I, spłonęła wieża północna.

Dwa rzędy kaplic bocznych dobudowano stopniowo w XV i XVI wieku. W latach 1525 – 1945 należał do Kościoła ewangelickiego, obecnie jest katedrą Kościoła Polskokatolickiego.

Dwie monumentalne, 72-metrowe wieże ostatecznie ukończono w latach 50 XV wieku. W 1481 roku były nakryte już czterospadowymi, ostrosłupowymi hełmami.

O randze świątyni w średniowieczu świadczy to, że w 1365 roku sam cesarz Rzeszy Karol IV ofiarował jej relikwie patronki oraz cierń z korony Chrystusa i drzazgę z Krzyża św., a biskup wrocławski Przecław z okazji tego daru ustanowił odpust generalny.

25 października 1523 roku duchowny protestancki Jan Hess odprawił w kościele pierwsze we Wrocławiu nabożeństwo luterańskie. Od tego czasu aż po rok 1945 kościół – obok świątyni św. Elżbiety i św. Bernarda- należał do głównych miejsc kultu Kościoła Ewangelicko. W jego pobliżu znajdował się cmentarz parafialny oraz budynki gimnazjum magdaleńskiego. Pierwsza informacja o szkole parafialnej pochodzi z roku 1267.W czasach nowożytnych świątynia była systematycznie remontowana i dzięki hojności jej użytkowników wzbogacona o nowe dzieła sztuki. W czasie ostatniej wojny świątynia zniszczona w 70% straciła prawie wszystkie dachy, hełmy wież, sklepienia południowej nawy bocznej i chóru muzycznego nad wejściem głównym, sklepienie wieży północnej. Także większość jej elementów wyposażenia i wystroju uległo uszkodzeniu. Zniszczeń tych dopełnił wypadek z 18 maja 1945 roku, kiedy to, już po kapitulacji niemieckich obrońców miasta wybuchła w wieży południowej składowana tu amunicja. Zawaliły się wówczas trzy ściany wieży i w konsekwencji zniszczona została bardzo poważnie fasada kościoła z portalem głównym. Odbudowa świątyni rozpoczęła się już w październiku 1946 roku. Pod kierownictwem Tadeusza Broniewskiego to skomplikowane przedsięwzięcie zakończyło się pełnym sukcesem. Prace konserwatorskie trwały w sumie kilkadziesiąt lat. Kościół systematycznie zabiega o pozyskanie w depozyt lub otrzymanie pod postacią kopii przynajmniej części z przeszło siedemdziesięciu zabytków ruchomych pochodzących ze świątyni i przechowywanych w muzeach Narodowych we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu, Krakowie oraz na Zamku Piastów Śląskich w Brzegu.

 

 

 

 

Romański portal. Powstał w Ołbinie ok. 1150 -1175 roku i jest jednym z najstarszych, a zarazem najpiękniejszych tego typu portali w środkowej Europie. Przeniesiony do Katedry Marii Magdaleny w roku 1529 z opactwa benedyktynów. Wykute w piaskowcu kolumny i archiwolty pokrywa płasko rzeźbiony ornament geometryczny, roślinny i figuralny, inspirowany sztuką romańską rodem z Francji. Rzeźbiony tympanon tego portalu, ze scenami: Zdjęcie z krzyża, Jezus w otchłani, Sprawiedliwy łotr w raju.

 

Renesansowa chrzcielnica – zaraz przy samym wejściu, po lewej stronie mała chrzcielnica z 1607 roku,używana dziś jako misa na wodę święconą. Pozbawiona dziś podstawy, na fragmencie trzonu i czaszy zdobiona płasko rzeźbionymi główkami anielskimi i kobiecymi oraz pękami owoców.

 

Renesansowa ambona – Powszechnie uznana za jedną z najwartościowszych protestanckich ambon kamiennych w Europie, jest dziełem z lat 1579 – 1580 wykonanym przez przybyłego do Wrocławia z Saksonii rzeźbiarza Fridricha Grossa Starszego. Artysta wykorzystał do pracy nad nią różne, nieraz bardzo kosztowne materiały. Specjalnie sprowadzono aż z kamieniołomów koło Lwowa alabaster, użyto pochodzącego ze Śląska piaskowca i marmuru oraz serpentynitu. Podpora kazalnicy składa się z trzech wyjątkowej urody figur anielskich. Każda z nich zwrócona w inną stronę. Figury te są najpiękniejszym osiągnięciem wrocławskiej rzeźby renesansowej, a ich twórca zdobył w mieście wielkie uznanie i szacunek. Na barkach aniołów umieszczono sześcioboczny korpus kazalnicy z czterema reliefami ze scenami pochodzącymi ze Starego Testamentu – Upadek Jerycha, Eliasz zsyłający ogień na oddziały Ochozjasza, Pojedynek Dawida z Goliatem, Daniel w jaskini lwów. Całość dopełnia bogata ornamentyka oraz liczne biblijne cytaty w językach greckim, aramejskim, hebrajskim i łacińskim.

 

 

Dwa drewniane trony – ustawione w prezbiterium, pierwotnie konfesjonały z 1717 i 1747 roku , ozdobione motywami konchy, medalionu, woluty i anielskimi główkami.

 

Kamienne późnogotyckie polichromowane Sakramentarium – pochodzące z 1380 roku z płasko rzeźbionymi scenami z Męki Chrystusa(Biczowanie, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie) znajdującymi się w górnej kondygnacji i z pełno plastycznym przedstawieniem pelikana karmiącego pisklęta własną krwią broczącą z piersi w zwieńczeniu.

 

Chrzcielnica i krata - Po renesansowej chrzcielnicy pozostał okazały postument zdobiony lwimi głowami oraz krata z 1576 roku majstersztyk sztuki kowalskiej złożony z ośmiu pól z odmienną dekoracja w każdym, zwieńczony roślinnym ornamentem i ozdobiony licznymi, płasko kutymi motywami masek liściastych, żołnierskich i anielskich głów wykonał Simon Laubener, o czym mówi napis na jednym z poprzecznych rusztowań, oraz jego czeladnik Salomon Schmidt. Sama chrzcielnica z bogatą nakrywą, nie mająca sobie równych na Śląsku, wykonana została w dwóch etapach. Najpierw w latach 1569 – 1572 Hans Fleiser wyrzeźbił kamienną chrzcielnicę składającą się z ośmiobocznego korpusu wzbogaconego na każdym boku płasko rzeźbioną sceną biblijną .Później , około 1576 roku ustawiono na niej wykonaną przez zasłużonego dla sztuki Wrocławia Fridricha Grossa Starszego, trójkondygnacyjną drewnianą nakrywę w formie glorietty z licznymi figurami proroków i aniołów między kolumnami. Niestety, działo to uległo zniszczeniu podczas ostatniej wojny, zaś sama kamienna chrzcielnica jest ozdoba galerii śląskiej sztuki nowożytnej wrocławskiego Muzeum Narodowego.

 

Ołtarz główny – Obecnie w miejsce zniszczonego w czasie II wojny światowej ołtarza neogotyckiego, znajdują się figury pochodzące z okresu Baroku – Chrystusa na krzyżu, św. Marii Magdaleny, Marii, św. Jana Ewangelisty oraz Mojżesza i Jana Chrzciciela. Ołtarz z fundacji Friedricha Chremitza, został wykonany a 1667 roku we wrocławskim warsztacie rzeźbiarskim Paula Rohna Starszego.

 

 

Kaplica Złotników zwana Wielką Kaplicą Jałmużniczą Nr 2 – Powstała około 1390 roku i od początku gromadzono w niej dzieła sztuki najwyższej klasy. Znajduje się tu największe wrocławskie epitafium manierystyczne.Zajmujący całą ścianę zachodnią, siedmiometrowej wysokości pomnik poświęcony jest osobie Georga II Fursta von Kupferberg. Ufundowany został przez małżonkę zmarłego i wykonany w latach 1600 – 1605 przez amsterdamskiego rzeźbiarza Gerharda Hendrika. Mimo, że dziś pozbawiony jest wielu swoich pierwotnych elementów – między innymi 13 drewnianych klęczących figur członków rodziny oraz sceny centralnej z Chrystusem na krzyżu – to nadal bogactwem różnorodnego materiału, wspaniałymi figurami Mojżesza i Jana Chrzciciela nie ma sobie równych. Georg II Fursta von Kupferberg parał się handlem rudami srebra. Chcąc, więc podkreślić swój status z iście nowobogackim rozmachem, udokumentował swoje szlacheckie korzenie pniem drzewa rzeźbionym w piaskowcu a spełniającym tu zadanie drzewa rodowego zwieńczonego herbami.

W kaplicy jest również okazały marmurowy sarkofag Johanna Christiana von Blockmanna , liczne renesansowe płyty nagrobne rycerstwa śląskiego – rodów : Bedaw, Schkopp, Strachwitz i Trepitz.

 

 

Kaplica Malarzy zwana Kaplica Św. Krzyża Nr 3 - Wybudowana w roku 1370. Znajdują się tu renesansowe płyty nagrobne rodów m.in. von Uthmann i von Bedaw oraz kartusz herbowy z 1567 roku. Znajdziemy tu także przepiękną kapliczkę z 1401 roku jako wotum dziękczynne wrocławian ocalałych w okresie zarazy dziesiątkującej miasto.

 

 

Kaplica rodziny Reichard lub Bank Nr 5 – Pochodzi z roku 1400. Pięć zworników jej sklepienia gwiaździstego oraz cztery wsporniki posiadają bogatą dekorację rzeźbiarską, na którą składają się m.in. przedstawienie głowy Chrystusa, symbole czterech ewangelistów, oraz maski ludzkie i zwierzęce. Na ścianach umocowane zostały kolejne renesansowe płyty nagrobne m.in. szlachcica z rodziny Bedaw, kamienny kartusz herbowy barona Ottona von Nostitz z1660 roku wykonany przez wybitnego rzeźbiarza Hansa Fleisera.

 

 

Kaplica Bractwa Altarystów zwana Mariacką Nr 6 – Wybudowana w roku 1380. Znajdziemy tu najwybitniejsze dzieło baroku, jakie pozostawił po sobie rzeźbiarz z Tyrolu Mathias Rauchmiller. W 1679 roku wykonał na zamówienie małżonki epitafium jej zmarłego męża – syndyka i radcy cesarskiego Caspara Artzata. Główną częścią nagrobka pozostaje okazały sarkofag ustawiony na lwich łapach, którego bok zdobi medalion z płasko rzeźbioną podobizną zmarłego. Nad sarkofagiem umieszczona jest muszlowa nisza, w której widzimy siedzącą postać kobiecą. Jest to personifikacja chwały, trzymająca w dłoniach herb zmarłego, gałąź palmową oraz przynależną mu z racji pełnionego stanowiska pieczęć na łańcuchu. Obok sarkofagu pochyla się personifikacja Nadziei, obdarowująca niewiastę w niszy Chwałę wieńcem z liści dębowych, po drugiej stronie umieszczona jest pełnoplastyczna, uskrzydlona podobizna Sławy, która podtrzymuje chustę z tekstem poświęconym zmarłemu. Oprócz tego monumentu w kaplicy znajdziemy epitafium Wilhelma Piplesa powstałe około 1575 roku przypisywane Friedrichowi Grossowi Starszemu.

 

Kaplica rodziny Goltberg Nr 9 - będąca później w posiadaniu rodu Heugel. Jeszcze dziś możemy zobaczyć herby tych ostatnich na zworniku sklepienia, a drugi na zewnątrz kościoła w zwieńczeniu renesansowego, zamurowanego portalu prowadzącego do kaplicy. Obecnie w kaplicy ustawiony jest wczesnobarokowy ołtarz z wtórnie zamontowaną w nim kopią obrazu Tycjana Grosz Czynszowy w centrum i ponad nim Ostatnia Wieczerza. Retabulum trafiło do kościoła już po wojnie około 1948 roku. Na filarze od strony nawy epitafium tutejszego pastora Franziscusa Vierlinga z Nysy.

 

 

Kaplica rodziny Rothe Nr 10 z około 1300 roku z ciekawymi przykładami rzeźby architektonicznej – pięcioma zwornikami sklepienia gwiaździstego z motywami spoczywającego lwa, podobizną fundatora Johanna Rothe oraz jego żony i dwóch tarcz herbowych oraz dwoma oryginalnymi wspornikami z przedstawieniem gryfa i pelikana. Znajdziemy tu neogotycki ołtarz z około 1892 roku pod wezwaniem św. Elżbiety Węgierskiej.

 

 

Legenda o „Mostku Pokutnic”

 

Legenda opowiada, iż była sobie Tekla zgorzkniała,zła, stara panna,która brzydziła się wszelkiej pracy i nigdy, ale to nigdy nie pracowała. Całe swoje życie spędzała na hulankach, zabawach i balach. Chłopców, którzy kochali się w niej i chcieli się z nią żenić, wyśmiewała tak okrutnie, że nigdy więcej nie odważyli się z nią zatańczyć. Mówiła, że nie wyjdzie za mąż, bo nie będzie brudzić sobie rąk sprzątaniem kątów w cudzym domu, skoro w swoim własnym nie musi pracować. Gdy matka prosiła Teklę o pomoc, ta jej mówiła:

  • Nie po to chyba urodziłaś mnie mamo, abym prała brudne łachy i szorowała tłuste gary.

 

Dokuczała Teklunia młodszej siostrze, wymyślając najtrudniejsze prace do wykonania.

Matka ostrzegała ją:

  • Zobaczysz odpokutujesz za swoje życie, za twoje lenistwo i zgorzkniałość. Czy nie słyszałaś, co czeka leniwe panny?

I rzeczywiście, stało się tak. Za karę, Tekla musi każdego wieczora sprzątać mostek, miedzy wieżami kościoła Świętej Marii Magdaleny, stała się starą czarownicą z zaczarowaną miotłą.

Teraz miała do pomocy uczennice, Martynkę, pogodną, sympatyczną i z dobrym sercem młodą czarownicę. Pewnego dnia Martynka, podczas nauki latania na czarodziejskiej miotle, przelatując akurat nad Rynkiem wrocławskim, zobaczyła czarodzieja w fioletowej powłóczystej szacie a miał on na imię Michał.

 

  • Martynko mam kłopoty! Zgubiłem swoja zaczarowaną różdżkę i okulary! – Powiedział czarodziej.

 

Nie trzeba było długo czekać. Martynka chwyciła miotłę Tekli i zaczęła wymiatać kurz z każdego kąta na Rynku. Okazało się, że różdżka potoczyła się pod próg największej na Rynku kamienicy Pod Gryfami.

  • Dziękuję ci, Martynko – uśmiechnął się czarodziej Michał. Wypowiedz teraz jakieś życzenie, a ja w nagrodę postaram się je spełnić.

Martynka zastanawiała się tylko chwilę, poprosiła, aby uwolnił starą wiedźmę Tekle od czarów, przez które musi do końca życia sprzątać mostek między wieżami kościoła.

Żal mi jej. Przecież, gdyby wiedziała, jaka spotka ją kara, nie byłaby taka zła i leniwa.

Czarodziej Michał użył całej swej magicznej mocy, wypowiedział kilka tajemnych zaklęć i mostek rozpadł się na drobne kawałki. Tekla stała się wolna, zaklęcie prysło! Ale czy czarami można oczyścić świat z lenistwa i zła? Nowy „Mostek Pokutnic” odbudowano w 2001 roku a na świecie nadal są leniwi i źli ludzie. Uważajcie kochani, bo Mostek Czarownic nadal ma swą moc..... i wszystko się może zdarzyć.

 

 

 

Legenda „Dzwon grzesznika”. Był rok 1386. Mistrz ludwisarski Michał Wilde każdego wieczoru spotykał się z przyjaciółmi w winiarni, by przy dzbanie dobrego, czerwonego wina pokrzepić się nieco. Kończył właśnie najważniejsze w swoim życiu dzieło, wielki dzwon dla kościoła Świętej Marii Magdaleny. Dzwony mistrza Michała grały ze wszystkich najpiękniej, czysto, dźwięcznie, poruszając ludzkie serca. Powiadano we Wrocławiu, że gdy zagrają dzwony mistrza Michała w mieście słychać śpiew aniołów. Kiedy Michał zaczął przygotowywać formę dzwonu dla Katedry Świętej Marii Magdaleny, mieszkańcy miasta przynosili mu cynowe garnki i miedziane ozdoby, które po stopieniu miały dać potrzebny ludwisarzowi spiż. Każdy chciał dołożyć do dzwonu własną, choćby najmniejszą część. Miała to, bowiem być perła Wrocławia, największy spośród wszystkich śląskich dzwonów. Praca była już na ukończeniu. Szykowana przez wiele miesięcy, pusta w środku gliniana forma tkwiła zakopana w mocno ubitej ziemi. W tyglu wrzał już spiż. Na koniec Michał wrzucił do tygla ofiarowany przez monarchę złoty pierścień, po to by nadąć dzwonowi piękniejszy głos. Czekając, aż rozpalony metal nabierze czerwonej barwy i będzie można wybić czop zamykający tygiel, postanowił pokrzepić się winem. Zawołał, więc do siebie Stanka, czeladnika, który od samego początku pomagał mu przy dzwonie, i nakazał, by pilnował pieca.

  • Wrócę, nim piec nagrzeje się do białości – mówił. – Doglądaj paleniska, by spiż nie przestawał kipieć. I niech cię Bóg strzeże, byś czopu dotykał, bo wiele miesięcy naszej pracy pójdzie na marne. Został Stanko w ludwisarni sam. Przestroga mistrza i strach przed jego gniewem powstrzymywały chłopca, ale kipiący tygiel kusił. Kusiła podobna do złota miedź. Nie dawała spokoju myśl o cudownym dzwonie. Ciągnęła żądza spróbowania własnych sił. Wreszcie Stanko nie wytrzymał. Podpatrzonym u mistrza sposobem skłonił głowę, przeżegnał się i z całych sił uderzył długim drewnianym drągiem w czop. Ten wbity do środka, odsłonił wylot tygla. Popłynął czerwony metal, zasyczało przeraźliwie uchodzące z glinianego kokonu powietrze i dym wypełnił ludwisarnie po sufit. Boże, co teraz robić? – Pomyślał Stanko, może wrócę do domu, do rodziców?! A może jednak zostanę, upadnę na kolana i będę prosił o wybaczenie i litość.

Poszedł Stanko, z wielkim strachem w sercu, szukać mistrza Michała. A tymczasem w winiarni Michał kończył swój dzban wina, trącając się kielichem ze złotnikiem Wilhelmem.

  • Mistrzu wybacz! - Wyjęczał Stanko, nie chciałem, odpuść mi grzech.

  • Coś uczynił nieszczęsny? – Krzyknął Michał.

- Nie mogłem się powstrzymać... – Zaczął się jąkać Stanko – czop, ruszyłem czop, nie wiem, co teraz.

Krwią podbiegł oczy Michałowe na wspomnienie długich tygodni pracy, gdy najpierw pieścił przyszły kształt dzwonu, gdy pieczołowicie rzeźbił w wosku postać Marii Magdaleny mającą zdobić czaszę. To wszystko miałby zaczynać od nowa? Wiedziony wielką wściekłością i żalem do swojego czeladnika, chwycił za nóż leżący na stole i uderzył nim chłopca prosto w serce.

  • Mistrzu... wybacz - zdołał jeszcze wyszeptać Stanko i zamknął oczy na zawsze.

Przerażony uczynkiem mistrz Michał wybiegł z winiarni. Podążył wprost do warsztatu, ale tam jego rozpacz stała się jeszcze większa. Zobaczył, że wszystko odbyło się tak, jakby sam to zrobił. Kipiący spiż rynienkami spłynął do formy, która tkwiła teraz w ziemi wypełniona po samą koronę. Nawet grudka metalu nie została uroniona. Michał był już pewny, że nic złego się nie stało. Że tam w ziemi stygnie i dojrzewa dzwon dla Świętej Marii Magdaleny. Dzwon, przez który zabił człowieka, choć ten niczym nie zawinił.

Następnego dnia mistrz Michał Wilde sam poszedł do sądu grodzkiego i przyznał się do popełnionej zbrodni. Bolał nad swoją gwałtownością, ale też nie prosił o laskę dla siebie u sędziów. Chciał tylko, by pozwolili mu dokończyć prace przy dzwonie. Sędziowie zgodzili się. Na dzwon dla Marii Magdaleny czekali przecież wszyscy w mieście. Na czwarty dzień pomocnicy Michała wydobyli z ziemi gliniany kokon z dzwonem w środku. Mistrz rozbił młotem skorupę i odsłonił spiżową czaszę. Jeszcze czarną i brzydką, ale będącą już prawdziwym dzwonem. Teraz pozostało już wyszlifować powłokę dzwonu, żeby zajaśniała złocistym blaskiem, i umieścić w niej żeliwne serce.

We wciąganiu jedenastotonowego dzwonu na wieżę Katedry Świętej Marii Magdaleny mistrz Michał Wilde nie wziął udziału. Ponieważ w tym samym dniu stanął w sali ratusza przed sędziami, mającymi wymierzyć mu karę za popełnioną zbrodnię. Mowa oskarżyciela była krótka, a Michał nie przeczył swej winie. Zapadł wyrok – kara śmierci. Następnego dnia kat odziany w czerwony kaptur poprowadził mistrza Michała na szafot ustawiony na Rynku, przy pręgierzu. Zeszli się licznie mieszkańcy Wrocławia. Odwiecznym obyczajem sędzia, nim nakazał oprawcy czynić jego powinność, zapytał Michała o przysługujące mu ostatnie życzenie.

  • Mam tylko jedną prośbę – odrzekł skazaniec. – Chciałbym usłyszeć głos dzwonu, za którego przyczyną odebrałem życie niewinnemu chłopcu. O mnie świat szybko zapomni, a dzwon wciąż będzie wam grał.

Sędzia zgodził się bez namysłu. I zagrał dzwon na wieży Marii Magdaleny, zagrał pięknie, dźwięcznie, z miłością, ale jakby i złośliwie. Michał pomyślał, że dzwon Świętej Marii

Magdaleny swoim śpiewem zawsze będzie przypominał nie jego imię, jak marzył, ale popełniony grzech. Miał rację. Ludzie nazwali ten dzwon, Dzwonem Grzesznika. Gapie, którzy stali blisko szafotu, widzieli, jak po policzkach Michała popłynęły łzy. A Dzwon Grzesznika, gdy topór kata ze świstem ciął powietrze, jeszcze bardziej żałosnym głosem zaśpiewał. Ludzie stojący na Rynku wrocławskim przysięgali potem, że słyszeli w jego grze miarowo powtarzane imię: - Stan-ko... Stan-ko... Stan-ko...

Rajcy miejscy postanowili, że odtąd Dzwon Grzesznika będzie już zawsze swoim biciem towarzyszył skazańcom prowadzonym na szafot.

 

 

 

Wrocławski Dzwon Grzesznika

 

Balladę "Der Glockenguss zu Breslau" opartą na słynnej wrocławskiej legendzie napisał Wilhelm Müller. Na język polski utwór przetłumaczył Roman Kołakowski.

 

 

Ludwisarz doskonały

Raz we Wrocławiu żył,

Za biegłość w swym rzemiośle

Cenionym majstrem był.

 

Tak wiele odlał dzwonów

Stapiając cynk i miedź,

By mogły z wszystkich dzwonnic

Na Bożą chwałę brzmieć!

 

A każdy najdonośniej,

Najczystszym tonem grał,

Bo mistrz swą wielką miłość

I wiarę w formy wlał.

 

Zaś ukoronowaniem

Arcydzieł jego rąk

Był słynny Dzwon Grzesznika

Wpisany w legend krąg.

 

Nad Marią Magdaleną

Rozbrzmiewał w jednej z wież,

Serc będąc pocieszeniem

Dla niezliczonych rzesz.

 

Jak zdołał mistrz nad mistrze

Tchnąć w metal życia moc?

Jak dłonie miał wytrwałe

Pracując dzień i noc?

 

Właściwą spustu porę

Jedynie majster znał -

Gotowa była forma

I metal w tyglu wrzał.

 

Więc zwrócił się do ucznia:

Egzamin ważny zdasz!

Wyjść muszę na czas jakiś,

Ty pełń przy kotle straż!

 

Albowiem stop bezcenny

Wypełnia go po brzeg,

Aż kipi, by się zmienić

W złocistej strugi bieg.

 

Lecz jeszcze czas nie nadszedł...

Nie zawiedź, chłopcze, mnie -

Strzeż kurka, bo od tego

Zależy życie twe!"

 

Przy tyglu uczeń stanął

Wpatrzony w płynny żar,

Co burzy się, bulgoce

I chce rozsadzić gar

 

I sycząc miesza zmysły,

I sączy w uszy glos:

Weź sprawę w swoje ręce,

Dzwon odlej, zmień swój los!"

 

I rzecz się straszna stała -

Wystarczył jeden ruch

I chłopak kran odkręcił -

To skusił go zły duch!

 

W rozpaczy biegł do majstra,

By wyznać niecny czyn

I na kolanach błagać

O darowanie win.

 

Lecz gdy się mistrz dowiedział,

Co uczeń zrobić śmiał,

Rozsądek go opuścił

I wpadł w okrutny szał.

 

Wbił w złości nieroztropnej

W pierś chłopca ostry nóż

I pobiegł co tchu w płucach,

By być przy kotle już.

 

A może jeszcze zdąży

Fachowo metal wlać?

Za późno, odlew gotów,

Już pusta leży kadź.

 

Już stężał spiż i ostygł,

Więc formę rozbić czas...

Uwierzyć trudno oczom -

Wspaniały dzwon bez skaz!

 

Dlaczego zatem leży

Na ziemi chłopca trup

Ach, mistrzu, srogi mistrzu,

Rachunek życia rób!

 

Gdy majster czyn swój pojął,

Sam stawił się przed sąd -

Żal rajcom, że człek prawy

Popełnił zbrodni błąd.

 

Ratunku jednak nie ma -

Krew zawsze żąda krwi:

Przyjm godnie, mistrzu, wyrok,

Co werblem śmierci brzmi!"

 

W ten dzień, gdy ludwisarza

Na ścięcie mieli wieść,

Spytano go, czy chciałby

Ostatnią prośbę wnieść.

 

Dziękuję wam, panowie!

Już w grób gotowym iść,

Jedynej tylko łaski

Me serce pragnie dziś!

 

Chcę chociaż raz usłyszeć,

Jak dźwięczy nowy dzwon,

Pozwólcie, by mi dodał

Otuchy jego ton."

 

Wszak praw to nie narusza -

Trybunał zgodę dał,

By w drodze na stracenie

Mistrzowi dzwon ów grał.

 

A on w zachwycie słuchał,

Jak brzmiał cudowny spiż.

I stojąc na szafocie

Spoglądał ciągle wzwyż.

 

I oczy miał natchnione,

I z twarzy zniknął lęk -

Pod niebem chyba słyszał

Coś więcej, niż sam dźwięk!

 

Sam pod katowski topór

Z pokorą schylił kark,

By mogła sprawiedliwy

Śmierć z życiem ubić targ.

 

I odtąd brzmiał donośnie

Dla czterech świata stron

Z kościoła Magdaleny

Wrocławski słynny dzwon -

 

Grzesznika Dzwonem zwany

Przez wiele wieków grał -

Czy dotrwał waszych czasów

Czy się legendą stał?

 

 

 

 

 

 

 

ILUSTRACJA ANNY SĘDZIWY

Kontakt

Wiadomości i wydarzenia

Telefon:
Faks:
Adres e-mail:

Parafia Polskokatolicka

Św. Marii Magdaleny

SZEWSKA 10

50-122 WROCŁAW

 

BIURO PARAFII UL. Szewska 10

 

ADRES KORESPONDENCYJNY

 

Ul. Oławska 19/1

50-123 Wrocław

 

 nr konta bankowego: 

SWIFT : WBKPPLPP

IBAN : PL

47 1090 2398 0000 0001 0470 1797

 

 




 

Telefon: 71 344 19 04

 GSM: 48/ 733 525 622

 

 

Film "Maria Magdalena"

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny
© Parafia Polskokatolicka Św. Marii Magdaleny